środa, 25 marca 2015

Makijaż z Avonem - recenzja oraz krok po kroku

Witajcie,

 Firma Avon, od lat nam znana, za sprawą kanału na YouTubie stała się jeszcze bardziej popularna niż do tej pory. Dlatego, że wiele z Was może posiadać te kosmetyki postanowiłam zrobić makijaż oka wykonany tylko Avonowską kolorówką. Zapraszam do czytania, oglądania i komentowania! 


 Po prawie wszystkie produkty z tych, które zostały użyte do tego makijażu sięgam przy wykonaniu dzienniaka. Poczwórna paletka cieni naturalnych (Mocha Latte) genialnie sprawdza się przy makijażu do pracy jak i do szkoły, a dodatkowo prezentować się będzie świetnie z każdym kolorem tęczówki! Cienie poddają się rozcieraniu, podczas tego zabiegu mogą lekko się gubić, lecz moim zdaniem to akurat zaleta. Cień numer jeden świetnie nadaje się do rozświetlenia wewnętrznego kącika i przestrzeni pod łukiem brwiowym. Trójka z wymienionej paletki to perła pięknie podkreślająca niebieskie i zielone oczy. Dwójka oraz czwórka to dobre matowe nabytki.


 Cień, który pojawił się na górnej powiece, bliżej wewnętrznego kącika to kremowy cudak ze słoiczka. Odcień jaki posiadam (Totally Taupe) jest bardzo chłodnym perłowo-satynowym brązem, wypranym brązem - uh, cóż za opis. Bardzo ciekawy i bardzo trwały. Niestety miałam lekkie problemy przy jego aplikacji, jest dosyć tępy.

 Absolutny best z całego zestawu użytego do makijażu oka to neonowa konturówka! Kolor Magenta max (link do filmu) to oczoczepny róż z fioletowo-niebieskimi drobinkami. Kredka jest prześwietna! Wygodnie się ją aplikuje, nie trzeba ostrzyć (wysuwana końcówka), jest kremowa i łatwa do roztarcia, a gdy zastygnie to na amen. Zdecydowanie polecam.

 Ostatni produkt jaki użyłam przy oczach to maskara. Jeśli któraś z Was zastanawia się nad jej kupnem to zacznę od konkretnego minusu. Big & Darling  ma bardzo wodnistą formułę, przynajmniej z początku. Nie używałam jej przez dłuższy czas, czekałam aż "dojrzeje". Gdy tak się stało tusz trochę zgęstniał, lecz jak na moje rzęsy to i tak słabo się sprawdza przy pogrubieniu. Zmywa się bez większych problemów. Jej zaletami jest duża szczoteczka oraz głęboka czerń.


 Gdy w makijażu przeszłam do ust stwierdziłam, że pomadka jaką posiadam tej firmy niezbyt pasuje. Klasyczna czerwień (Red extreme) kłóciłaby mi się z różem na dolnej powiece. Ot tak zadecydowałam, że jej tu nie użyję. Jednakże kilka słów na jej temat powiem. Kremowa formuła, nawilżająca usta, bardzo wygodnie się nakłada. Ma tendencję do podkreślania suchych skórek więc przed jej użyciem dobrze jest zastosować peeling na usta. Niestety nie jest wybitnie trwała, z jedzeniem sobie nie radzi, z piciem różnie. Zalecam użycie konturówki.

 Kolejny mój ulubieniec z Avonu! To niesłychane. Tak dawno nie sięgałam po kosmetyki tej firmy, a teraz okazuje się, że swoje perełki posiada! Pumping Pearl to bezbarwna wersja powiększającego błyszczyku do ust. Za chwilę zadacie sobie pytanie: "Co jest takiego niezwykłego w bezbarwnym błyszczyku?!" - być może nic, ale jakimś cudem nie rozstawałam się z nim przez ostatnie dwa miesiące. Makijaż oczu do pracy zazwyczaj nosiłam mocniejszy więc usta pozostawały naturalne, muśnięte nude pomadką lub własnie tym skarbem! Drobinki jakie posiada genialnie odbijają światło przez co usta już wydają się większe a do tego to subtelne mrowienie - arrr, jak ktoś to lubi to pokocha tego zwyklaka! 


 A teraz z miłą chęcią opiszę Wam krok po kroku wykonany makijaż:
  1. Na twarz po nałożeniu kremu pod makijaż (Palmer's Daily Calming Facial Lotion) za pomocą Hakuro H50s zaaplikowałam mieszankę dwóch podkładów - Maybelline Affinitone 03 Light Sand Beige oraz Celia Nude nr 02 Naturalny.
  2. Pod oczy oraz na powieki powędrował korektor Maybelline Affinitone w odcieniu 01 Nude Beidge, nałożyłam go gąbeczką. Zaraz po tym kroku przypudrowałam okolice pod oczami pudrem ryżowym Pierre Rene no.00 (recenzja). Do tego posłużył mi pędzel z zestawu Sunshade Minerals.
  3. Resztę twarzy również pędzlem firmy Sunshade Minerals potraktowałam fixującym pudrem z Glazel Visage.
  4. Czas na oczy. Najpierw zaznaczyłam załamanie powieki używając cienia numer 2 z poczwórnej paletki Avon Mocha Latte. Świetnie do tej roli sprawdził się mój ulubiony pędzel Hakuro H77.
  5. Kolejnym krokiem było przyciemnienie zewnętrznego kącika górnej powieki i ponownie załamania. Połączenie było następujące - ciemniejszy cień, numer 4 oraz GlamBrush O8. Mój ulubieniec wszech czasów. 
  6. Następnie sięgnęłam po cień w kremie Avon Extra Lasting w odcieniu Totally Taupe i zaaplikowałam go płaskim syntetycznym pędzlem zakupionym w Golden Rose.
  7. Stwierdziłam, że zmieszczę tam jeszcze jeden odcień. Pomiędzy kolor w zewnętrznym kąciku a Totally Taupe innym płaskim pędzlem (Sunshade Minerals) wcisnęłam numer 3 z poczwórnej paletki.
  8. Cieniem numer 4 również przyciemniłam dolną powiekę zostawiając tylko niewiele miejsca przy wewnętrznym kąciku oka. Gdy zakończyłam ten krok linię dolnych rzęs grubo przeciągnęłam neonową konturówką Magenta Max. Zanim jeszcze zdążyła zastygnąć pędzlem GlamBrush O8 i resztą cienia nr 4 roztarłam ją łącząc z całością.
  9. Jeszcze raz w ruch poszedł cień nr 3 i Hakuro H77. Dolną powiekę ponownie roztarłam łącząc z zewnętrznym kącikiem i załamaniem. Ruch w kształcie odwróconego "C".
  10. Cieniowanie oka zakończyłam rozświetleniem wewnętrznego kącika oraz obszarem pod łukiem brwiowym. Do tego posłużył mi puchacz Sunshade Minerals oraz cień numer 1.
  11. Mieszając numer 4 z Duraline od Inglota namalowałam kreskę wzdłuż górnej linii rzęs, powiedzmy od 3/4 długości. W tej roli niezastąpiony skośny do linera Zoeva 312 Detail Liner.
  12. Ostatni krok przy oku to wytuszowanie rzęs maskarą Avon Big & Darling oraz wypełnienie brwi (mieszanka cieni Ruby Rose, pędzel Catrice).
  13. Konturowanie twarzy wykonałam bronzerem Honolulu W7 oraz GlamBrush T8. Na kości policzkowe i łuk kupidyna zawitała Mary-Lou Manizer The Balm (GlamBrush T5) a róż jaki nałożyłam to MIYO Cheeky Blush nr 3 Rose (pędzel Sunshade Minerals).
  14. Makijaż prawie skończony! Na ustach jest znana pomadka Golden Rose Velvet Matte nr 02 w połączeniu z powiększającym bezbarwnym błyszczykiem Avon Pumping Pearl. Gooooootowe! :D

Dajcie znać czy makijaż przypadł Wam do gustu!
Znacie te kosmetyki Avon?
Co sądzicie o tej firmie?
Piszcie w komentarzach!!

Zachęcam do oddawania swoich SERC na makijaże, które Wam się spodobały:

Trzymajcie się ciepło! :*
Laura









6 komentarzy:

  1. Sliczny makijaz! A recenzja swietna 😉

    OdpowiedzUsuń
  2. Makijaż bardzo ładny :) ja osobiście bardzo lubię Avon, ale jakoś nie jestem przekonana do cieni. Zraziłam się kiedyś kilkoma i od tej pory raczej cieni od nich unikam. Choć przyznam, że mam ochotę na ten kremowy, niby trwały ;) mam pomadke z tej serii i jestem z niej bardzo zadowolona :) stąd moja ciekawość :) a ta fioletowa kredka to chyba jednak nie jest z serii SuperShock skoro jest automatyczna :) ale bardzo spodobał mi się ten odcień szminki, wiec jak tylko dotrę wreszcie na jakieś stoisko GR to musze ją kupić ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie też miałam Ci o tym napisać, a propos tej kredki, ale zapomniałam! To jest seria Glimmerstick brights, ale w tej też widziała taki podobny turkus właśnie więc idzie się pomylić. Dziękuję za komentarz i szczerze polecam pomadki GR!!! :*

      Usuń